Cuda ...niewidy !

W swoim dotychczasowym życiu miałem sporo zdarzeń i dużo wrażeń, „cudów’, historii mrożących krew w żyłach. Oto  dwa z nich /w sumie jak by dobrze policzyć byłoby ich o wiele więcej / :

- jako dziecko mieszkałem w Łodzi , na Widzewie, w budynku, który przylegał do piekarni mieliśmy /wspólne podwórko/.  Wówczas chleb do sklepów rozwożono wozami do których zaprzężone były konie, które od dziecka kochałem. Pewnego razu, mając wówczas 3,5 roku skuszony widokiem koni wsiadłem na wóz i pociągnąłem za lejce. W następstwie tego konie, nie spodziewając się tego, wystraszyły się i gwałtownie ruszyły z miejsca . Ja spadłem prosto pod wóz, który po mnie przejechał. Zabrało mnie do szpitala zielne pogotowie z czerwonym krzyżem  /takie jakie znamy z wojennych filmów/ i zawiozło do szpitala. Tam zostałem poddany obserwacji stwierdzając we wstępnym rozpoznaniu , że jestem w stanie ciężkim /poważnym/, co nie potwierdziło się w toku obserwacji. Bowiem okazało się , iż na moim ciele nie ma żadnego nawet zadraśnięcia. Moje organy wnętrze serce, wątroba i inne też nie zostały naruszone. Kości też były całe. Po pięciu dniach od wypadku moja mama zabrała mnie ze szpitala do domu:

- będąc w 1 batalionie szturmowym w Dziwnowie 17 marca 1977 r. z góralem, śp. kpt.Tadeuszem Miotłą wraz z szyprami z osiedla rybackiego w Dziwnowie balowaliśmy do późnych godzin nocnych w restauracji Żeglarska”, po czym po jej zamknięciu na ich prośbę przenieśliśmy się na stojący przy nadbrzeżu kuter rybacki, gdzie kontynuowaliśmy „zabawę”. Była ciemna noc , ja byłem ubrany w mundur, zimowy płaszcz. W pewnym momencie wyszedłem z kajuty , gdzie przebywaliśmy, na pokład kutra i do dzisiaj nie wiem jak znalazłem się we wodzie. Nie straciłem panowania nad sobą, nie spanikowałem, po odbiciu się od dna wypłynąłem na powierzchnie wody, dopłynąłem do nadbrzeża i po oponach samochodowych wyciągnąłem się przy pomocy rąk i nóg na murowane nadbrzeże. Wyglądałem jak upiór z piekła. Od opon samochodowych byłem cały czarny, kapała ze mnie woda , która po woli zamarzała na mnie. Aby nie zesztywnieć udałem się do recepcji hotelu rybackiego w którym była zaprzyjaźniona ze mną kobieta-matka mojej koleżanki – pierwszej narzeczonej słynnego w Polsce donżuana – pożeracza damskich serc Kalibabki. Zrobiła mi gorącą herbatę. Po czym pędem pobiegłem do internatu, gdzie mieszkałem. Na drugi dzień mój kolega zaopatrzeniowiec z 1bsz śp. chor. Stefan Reluga wymienił mi na  nowy cały mundur. Zdarzenie to przeszło bez echa z nikim się na jego temat nie dzieliłem bo uznałem, iż nie ma się czym chwalić. Z perspektywy czasu jednak wracam do niego i je analizuje, chociażby teraz w kontekście całego swojego życia.

Oprócz zdarzeń jak wyżej próbowano zrobić ze mnie idiotę, by jako niewygodnego człowieka pozbyć się mnie z wojska. Pomimo tego , iż nie byłem hospitalizowany. Tak tez postąpiono, czym  wówczas, ale i dzisiaj MON, w tym zwłaszcza minister obrony narodowej, w sposób kryminalny,  naruszyli i nadal naruszają przepisy kadrowo-orzecznicze /przestępstwo ciągle/. Nie odpuściłem. Przez dwadzieścia lat walczyłem z mafią sądowo-prokuratorską w Polsce. Nie udało się bo nie mogło się udać  / degrengolada tego środowiska jest niesamowita, są częścią rządzącej w Polsce mafii- są ich posłusznym narzędziem/. Znane są w historii przypadki , iż w ten sposób robiąc z normalnych ludzi idiotów doprowadzano do ich śmierci poprzez samobójstwo, wywołanie alkoholizmu itp. W moim przypadku im się nie udało. Mają pecha. Nie trafili.

http://detektyw.xip.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=99&Itemid=139

Stwierdzone na tym forum przypadki kierowania na mnie swojej agentury, by mnie zastraszyć, oczernić i skompromitować, w tym agentów  z grona zabójców też im się nie udały. Sprawa agenta- zabójcy: Fajbusiewicz zajmowałem się nią 6 –krotnie kręcąc na ten temat swój reportaż

http://czat.onet.pl/1650600,1,3,michal_fajbusiewicz,archiwum_dyskusji.html

Robiąc to co teraz robię pisząc między innymi swoje posty na tym forum spłacam wobec Boga dług za ofiarowane mi wielokrotnie w moim życiu drugiego- nowego życia.

Moje motto to:

„Przez śmierć do nieśmiertelności”

Piosenka nawiązująca do tego motta :

https://www.youtube.com/watch?v=3YxaaGgTQYM

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Żydówka matka Michała Boniego o Polakach i Żydach

O znachorce oraz kobylaku , który leczy biegunkę oraz zaparcia

Wykrywanie boreliozy naturalną metodą poprzez spożycie naparu z arcydzięgla lekarskiego i poddanie się ekspozycji słonecznej.