Pamięci tragicznie zmarłemu koledze pilotowi ppor. Ryszardowi Żabczyńskiemu



Powyżej na zdjęciu od prawej:  pchor. Ryszard Żabczynski, pchor. Michał Jarzyński, pchor. Pazderski, pchor . Bogdan Kleczkowski


Żołnierska przyjaźń

Niewiele jest w życiu, w relacjach pomiędzy ludźmi, przykładów występowania czystych bezinteresownych związków, wynikających ze wspólnej doli i niedoli. Jednym z nich jest na pewno żołnierska przyjaźń. Ci, którzy doznali tego uczucia wiedzą ile daje ono radości, jak ogromne stanowi źródło energii uszlachetnienia i uwznioślenia, poza czasem i przestrzenią, aż do końca życia.
Co jednak zrobić , gdy kolega z wojska ginie w tak młodym wieku?
Mój kolega ppor. Pilot Ryszard Żabczyński zginął rok po ukończeniu Wyższej Szkoły Oficerskiej Lotnictwa w Dęblinie. Zginął podczas wykonywania zadania bojowego. Miał wówczas 24 lata. Był to rok1975. W miejscu, w którym zginął w lesie w okolicach Leszkowa koło Piły stoi krzyż i tablica upamiętniająca to tragiczne zdarzenie.
Córka nigdy nie zobaczyła swojego ojca na oczy.
W momencie, w którym zginął jego żona była w ciąży. Ze skąpych informacji na ten temat wiadomo, iż bardzo ciężko przeżyła śmierć męża . Była nauczycielka w-f w szkole w Pile. Córka z zawodu ekonomista jest dziś dorosłą osobą niewiele wie o swoim ojcu, o tym co robił i jakim był .
Jako jego kolega mam moralny obowiązek powiedzieć, że był nieprzeciętnym wielce utalentowanym młodym człowiekiem, który mógłby jeszcze wiele osiągnąć i wiele z siebie dać innym gdyby żył.
Ryszarda Żabczyńskiego poznałem w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Pancernych im. Stefana Czarnieckiego w Poznaniu, gdzie w 1970 roku wspólnie podjęliśmy bardzo ciężkie studia wojskowe.
To on zaraził mnie jedną ze swoich pasji jaką była muzyka, a w jego przypadku gra na perkusji i wciągnął mnie do zespołu muzycznego o nazwie Amulet / to on jako kierownik zespołu ją wymyślił/, który nijak przystawał z wyuczanym zawodem oficera, dowódcy czołgisty. Miał jeszcze jedną wielką pasję - podnoszenie ciężarów. Startował w wadze ciężkiej. Na organizowanych co rok spartakiadach uczelni wojskowych osiągał bardzo dobre wyniki.
Z Ryśkiem razem jeździliśmy również na rajdy turystyczne po Polsce. Na jednym z takich rajdów w okolicach Wałcza samoistnie włączyliśmy się do gaszenia pożaru lasu. który wybuchł na skutek ćwiczeń lotnictwa wojsk radzieckich. Tak jak nie lubiliśmy chodzić w maskach przeciw gazowych, wtenczas żałowaliśmy , że ich nie mamy. Był taki moment, że znaleźliśmy się w środku cyklonu pożaru. Ratowaliśmy się ucieczką do jeziora.
Byliśmy świetnymi partnerami. W trakcie organizowanych alarmów z wyjściem w rejon ześrodkowania nawzajem sobie pomagaliśmy. Chociaż Rysiek był ode mnie o wiele silniejszym mężczyzną , to ja pomagałem mu wówczas nosić broń (jako sztangista i to w wadze ciężkiej miał bardzo grube uda). W trakcie bardzo długich marszów z pełnym oporządzeniem dochodziło do zatarć.
Ryszard pomagał mi z kolei odnaleźć się w nowym środowisku wojskowym. Miał wysoką samoocenę. Był bardzo inteligentny, potrafił świetnie poradzić sobie w ciężkich panujących wówczas w szkole warunkach. Był dla mnie wzorcem.
Był człowiekiem niezwykle charakternym i odważnym. W sytuacji gdy razem uszkodziliśmy czołg( zatarliśmy silnik) i groziła nam odpowiedzialność dyscyplinarna całkowitą winę wbrew mojemu sprzeciwowi wziął na siebie .Tłumacząc mi, że nie ma najmniejszego sensu żebyśmy obaj zostali ukarani i tak się stało.
Miał cięty język i potrafił błyskawicznie ripostować, co niejednokrotnie przydawało się w kontaktach z niektórymi, głupszymi od nas przełożonymi.
Był silnym w sensie psychicznym / duchowym / i fizycznym indywidualistą, młodym człowiekiem niespokojnego ducha ciągle poszukującym nowych, mocnych wrażeń . Kto go dobrze znał wiedział, że Ryśkowi na co dzień brakowało adrenaliny, gdy tymczasem inni jego koledzy mieli jej w tym samym czasie nadmiar .
Po dwóch latach podchorążówki w szkole oficerskiej pancernej w Poznaniu przeniósł się do Dęblina do Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej /nazwa szkoły poprawiona zgodnie z sugestią jednego z komentatorów/, którą jako pilot skończył w 1974 roku .Zginął rok później w 1975 roku. Jest pochowany na cmentarzu w Toruniu. Pozostał w moim sercu i w pamięci do dzisiaj. Często o nim myślę.
To pośmiertne wspomnienie wraz ze zdjęciami dedykuje jego rodzinie w tym szczególnie jego córce i siostrom.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Żydówka matka Michała Boniego o Polakach i Żydach

O znachorce oraz kobylaku , który leczy biegunkę oraz zaparcia

Wykrywanie boreliozy naturalną metodą poprzez spożycie naparu z arcydzięgla lekarskiego i poddanie się ekspozycji słonecznej.