O znachorce oraz kobylaku , który leczy biegunkę oraz zaparcia
Kobylak -koński szczaw dostałem od 99-letniej Żydówki , która była znachorką. Wczoraj sprzątając szafkę kuchenną natrafiłem na słoik tego kobylaka, który przypomniał mi mojego darczyńcę. Ona cale swoje życie pracowała na tej samej roli . Wpierw przed wojną u dziedzica, w wojnę pod niemieckim okupantem, po wojnie w PGR, po bandyckiej transformacji w Polsce po 1989 r. znowu pod prywaciarzem….tym samym historia zatoczyła koło. Jako młodą dziewczynę zbił ją batem dziedzic jadący na koniu, który dokonywał wizytacji swego majątku za to, że za wolno pracowała. Po wojnie były dziedzic zachorował na raka i przyplątało się do niego zapalenie płuc . Ponieważ na wiosce była jedyną osobą , która stawiała bańki, zwrócił się do niej o pomoc . Jako znachorka nie odmówiła, lecz z dumą dodała , iż na jego pogrzeb nie poszła. Do końca miała bardzo bystry umysł i była wyjątkowo sprawna i samodzielna jak na swój wiek. Gotowała obiady dla swojego syna , sprzątała. Chciała dożyć 100 lat , lecz to ...
W dalszej przeszłości miałem już w swoim życiu fakt samouzdrowienia /samowyleczenia . Opisałem go tutaj :
http://rozanski.ch/forum/index.php?topic=2036.0
Teraz przyszedł czas na uzdrowienie przeze mnie innej osoby : miał on miejsce niedawno około 3 miesiące temu , a było to tak : osobą uzdrowioną była moja 85-letnia sąsiadka , która w obecności mojej i swojego fizjoterapeuty nagle bardzo źle się poczuła . Zaczął ją strasznie boleć brzuch. Poprosiła bym poszedł z nią do toalety. Usiadła przy sedesie , usiłowała wymiotować, lecz nie mogła. Byłem przy niej . Usiadłem na krawędzi prysznica . Podałem jej swoją rękę i tak trzymałem ją do końca.
W pewnym momencie zobaczyłem , iż wywróciły się jej oczy na drugą stronę , a ona pochyla się na mnie bezprzytomnie . Powtórzyło się to trzy razy. W trakcie każdego takiego zdarzenia mówiłem do niej samoistnie : Mira ./ tak ma na imię / nie rób mi tego…wracaj…musisz ..to były słowa klucz , którymi się z nią komunikowałem ..ona nic wtedy nie mówiła ..nie była w stanie…ona była już nieprzytomna i bezświadoma….W tym czasie mój kolega –jej fizjoterapeuta zapytał mnie , czy ma dzwonić po pogotowie ? Odpowiedziałem mu , iż chyba już nie ma po co …bo ona już umiera….lecz dla spokoju ducha powiedziałem mu , by zadzwonił…w tym czasie cały czas przy niej siedziałem , trzymałem ją za rękę.. Kolega nerwowo poruszał się po przedpokoju.
Po trzech próbach odejścia z tego świata, a trwało to wszystko kilkanaście minut , poczułem , iż Mira odzyskuje przytomność ..udało mi się z nią nawiązać kontakt słowny.. była bardzo zmęczona …chciała się położyć na łóżko…przenieśliśmy ją tam.
Po około pół godzinie przyjechała karetka reanimacyjna w trzy osobowym skaldzie z młodą lekarką plus dwóch sanitariuszy-ratowników medycznych. . Mira cały czas skarżyła się na silny ból w podbrzuszu….ale żyła. . Lekarka przeprowadziła badanie brzucha , zrobiła EKG., dała jej domięśniowo przeciwbólowy zastrzyk z No-Spa . EKG nie wykazało zmian. Po zastrzyku ból zaczął jej mijać. Poczuła się na tyle silnie, iż sama wstała z łóżka i poszła do drugiego pokoju i przyniosła podarek dla lekarki, która jednak odmówiła jego przyjęcia. Do szpitala nie chciała jechać , gdyż kilka miesięcy temu umarł w szpitalu jej mąż i twierdziła , że gdyby tam nie poszedł to jeszcze by żył.
Po tym zdarzeniu z nikim na jego temat nie rozmawiałem, gdyż uznałem, iż nie ma co wokół tej metafizycznej sprawy robić sensacji. Teraz z uwagi na religijną wigilię przerywam milczenie. Świadkiem tego zdarzenia jest fizjoterapeuta z którym też na ten temat później nie rozmawiałem . Niemniej symptomatyczne było jego zachowanie jak go zobaczyłem któregoś dnia rozebranego z kurtki na balkonie Mirki –przyszedł ponieważ robotnicy naprawiali elewację budynku – by im to umożliwić, któremu powiedziałem , ażeby się schował , bo się rozchoruje, na co on niedwuznacznie odpowiedział mi na to : ty mnie wyleczysz. . Fizjoterapeuta ma klucze do mieszkania Mirki….ona wkrótce po tym zdarzeniu trafiła do prywatnego domu opieki społecznej .
Wcześniej dala mi- w zaufaniu i tajemnicy - całą teczkę cennych numizmatów o dużej wartości materialnej, po mężu , którą jednak oddałem jej opiekunowi prawnemu –fizjoterapeucie nie czując się uprawniony do skorzystania z tego prezentu. Dzisiaj , albo jutro odwiedzę MIrę w jej nowym miejscu pobytu , jestem ciekaw co mi powie -jest dzielną kobietą , przeżyła warszawskie powstanie, w swoim życiu była zawsze bardzo kategoryczna , a momentami apodyktyczna . W swoim czasie zupełnie zerwała kontakty ze swoją jedyną córką , którą również wydziedziczyła ,/ za co jej nie pochwalam, o czym jej powiedziałem , lecz zdania nie mieniła/ przepisując swój majątek w całości na swojego fizjoterapeutę, którego jednocześnie zrobiła swoim opiekunem prawnym . Co do zdarzenia, które razem przeżyliśmy , nie sądzę , by je pamiętała , ponieważ wtedy była nieprzytomna.
PS. w swoim dotychczasowym życiu miałem wiele zdarzeń, które mogły być przyczyną mojej śmierci, niemniej zawsze dotychczas mi się udawało przeżyć nawet wydawałoby się w sytuacji beznadziejnej, na przykład : gdy jako 3,5 letnie dziecko wpadłem pod konny wóz, który po mnie przejechał i dosłownie nic mi się nie stało, czy też jak wpadłem zimą , w nocy z kutra do rzeki Dziwny w płaszczu wojskowym i udało mi się dopłynąć do nabrzeża i wyszedłem tam na brzeg po zawieszonych tam oponach., czy też gdy miałem czołowe zderzenie z innym samochodem podczas wyprzedzania /z mojej winy/ w efekcie którego miałem jedynie na czole niewielką rysę, czy też , gdy zostałem ugodzony nożem ratując się odruchowo podniesiona ręką ,wtedy nawet nie poleciała mi kropla krwi , a rana była głęboka - bliznę na ręce o długości ok.5 cm mam do dzisiaj. W tym ostatnim przypadku nie poszedłem od razu do lekarza.. Poszedłem dopiero na interwencję swoich dzieci, którzy mnie tam zawiozły –lekarz dał mi zastrzyk , lecz nie chciał już tej głębokiej rany szyć, mówiąc , iż po tylu dniach od zdarzenia tego się nie robi. Tych zdarzeń w moim życiu było jeszcze więcej.
Dopiero niedawno kojarząc te fakty zrozumiałem , iż mam bardzo dobrego anioła stróża i mam wobec tych faktów dług do spłacenia wobec Boga, co staram się teraz zrobić jak potrafię najlepiej.
PS. wyprzedzając ewentualne następstwa tej opowieści informuję , iż nie prowadzę i nie zamierzam prowadzić praktyki bioenergoterapeuty oraz nie zamierzam udzielić żadnych wywiadów na poruszony wyżej temat.
Wszystkim ludziom dobrej woli życzę wesołych świąt i Do Siego Roku. Dedykuję im również pieśń Jaromira Nohawicy pt. „Mam tylko bliznę…bo przy mnie stał „
https://www.youtube.com/watch?v=EDMWdGzmnCw
oraz pieśń Czesława Niemena pt. „Dziwny jest ten świat ”
https://www.youtube.com/watch?v=wTjLZwpmufw
Według mnie - ta pieśń Czesława Niemena powinna być hymnem dla ludzi dobrej woli rozsianych po całym świecie i wieść ich ku jego naprawie ku chwale Boga